rok szkolny w USA

..school..

..soccer..

no i sezon sie skonczyl. o ostatnim meczu lepiej nie mowic, bo w koncu o nieprzyjemnych rzeczach lepiej nie rozmawiac..:)

nie wiem czemu gralam w noge - chyba dlatego, ze w Polsce nie za bardzo jest jak, a chcialam sie przekonac co ludzie (czyt. faceci) w tym widza.

umiejetnosci wybitnych nie mialam (duh!), ale jakos dostalam sie do druzyny (JV, nie Varsity tym razem ;P).

mialam numer 10 (na tym zdjeciu pokazuje kciukiem na swoj numer a nie robie poze modelki ;P).

  

chcialam 12 jak Andriej Fietisow albo 7 jak Tanel Tein, ale te byly juz zajete. w druzynie bylam z Marcella i Laura (Alba sie wylamala na rzecz lekkoatletyki. szybko dotarlo do niej, ze nie byl to najmadrzejszy pomysl, bo w Rockfordzie traktuja sporty zbyt powaznie i sie wypisala).

sezon przebiegal gladko - codzienne treningi po 2 godziny, dwa razy w tygodniu mecze. gralam jako prawy obronca, czasem (bardzo rzadko) prawy napastnik.

odkrylam radosc gry w noge po tym, jak nauczylam sie kilku rzeczy. jest to trzeba przyznac meczace - duzo biegania (zwlaszcza jak sie gra caly mecz), ale jaka to satysfakcja! ;)

niedlugo mamy bankiet - tyle, ze mnie na nim nie bedzie, bo wracam do Polski...