rok szkolny w USA

..friends..

..barcelona..

niezbyt to amerykańskie, ale obiecałam:)

tak więc w styczniu (jak to szybko zleciało!) udało się całej naszej paczce spotkać w Barcelonie. jak już pisałam, Clovis zaproponował nam mieszkanie, które wynajmował ze swoimi kolegami podczas wymiany studenckiej.

w tym czasie Laura podróżowała po Europie i studiowała w Paryżu, Alba mieszkała w Hiszpanii (jak zawsze zresztą), a Marcella przyjechała ze swoim chłopakiem i jego kumplem na kilkumiesięczny kurs hiszpańskiego właśnie do Barcelony. wybór miejsca na europejskie spotkanie przypieczętowało darmowe zakwaterowanie u Clovisa, więc wsiadłyśmy w tanie linie i spędziłyśmy razem tydzień ferii.

jako, że Marcella jest burżujem, a my studentami biedakami, nie mieszkałyśmy niestety razem - Marcella wynajmowała od kilku miesięcy mieszkanie ze swoim chłopakiem i jego przyjacielem (cała trójka była na kursie hiszpańskiego), więc nie było jej na rękę przeprowadzanie się do Clovisa, gdzie w porywach mieszkało kilkanaście osób:P

sytuacja miała swoje plusy, bo jak to się mówi "the more the merrier". poza tym towarzystwo było międzynarodowe, co pomogło nam nauczyć się dziwnych koreańskich, brazylijskich, kanadyjskich, kolumbijskich, hiszpańskich i polskich gier i zwrotów.

oczywiście najprzyjemniejszy był czas, kiedy spotykałyśmy się we czwórkę i mogłyśmy w końcu na żywo porozmawiać – pierwszy raz w pełnym składzie od kiedy wróciłyśmy z wymiany w 2007 roku. mimo, że w naszym wieku szczególnie widać upływ czasu i zmiany, miałyśmy wrażenie, jakby nie zmieniło się nic.

update dla zainteresowanych: Alba studiuje biologię, a Marcella prawo (podobno świetnie będzie prezentować się w todze:)).

wiem, że Barcelona to świetne miasto, jednak tak naprawdę, pomimo, że wiele obejrzałyśmy, najlepsze chwile spędziłyśmy na ławce w centrum jedząc McFlurry i umierając ze śmiechu z powodu wspomnień i wymieniając aktualne doświadczenia. dla nas mogłaby to równie dobrze być ławka w Pradze, Budapeszcie, Katowicach, czy  Cieszynie.

smutno było się żegnać, nie obyło się bez płaczu (to już tradycja:)), ale przecież już niedługo znów spotkamy się wszystkie naraz. najprawdopodobniej na czyimś ślubie:)

ten wyjazd zmotywował mnie do nauki hiszpańskiego. kiedyś ani ja, ani Marcella nie mówiłyśmy w tym języku, a teraz zostałam sama.

mam nadzieję, że rozpoczęta w tym roku filologia hiszpańska pomoże mi to zmienić:)

PS. pozostałe zdjęcia możecie obejrzeć w galerii ..meeting in barcelona..