rok szkolny w USA

..hiszpania..

jak napisałam w poprzedniej notce, obecnie studiuję w Walencji filologię hiszpańską w ramach Erasmusa. jednak jestem tu tylko semestr i ostatecznie wracam do Polski w lutym (tj. dopóki nie wyjadę do Australii na rok we wrześniu:))

 w każdym razie pobyt w Hiszpanii zaliczam do zdecydowanie udanych - język opanowany, choć wiadomo, że jeszcze nie tak, jak angielski, nowe przyjaźnie zawarte.

 dużo dobrego dał mi udział w tak zwanym tandemie - spotykam się z kimś na wymianę językową: on rozmawia ze mną po hiszpańsku, ja z nim (z oczywistych powodów nie po polsku:P) po angielsku. myślę, że tandemy językowe to świetny pomysł, nie wiem, czy funkcjonują na polskich uczelniach, ale warto by było je uruchomić czy też rozpropagować.

oczywiście nie mogłabym mieszkać w Hiszpanii bez spotkania z Albą:) tak więc przyjechała do mnie na kilka dni i to ja byłam dla niej przewodnikiem po Walencji, bo był to pierwszy jej pobyt w tym mieście.

plaza de la Virgen

 

nie zapomnę jej miny, kiedy odebrałam ją ze stacji metra i wracałyśmy do domu rozmawiając po hiszpańsku. dopiero po jakimś czasie się zorientowała :)

w każdym razie pobyt w Walencji zaliczam do udanych, choć w porównaniu ze Stanami wypada blado. może dlatego, że Stany to była taka pierwsza "przygoda życia"? a może Stany różnią się od Polski zasadniczo i wszystko było dla mnie nowe?